Batida · Warszawa · od 1990 roku
Największym wyzwaniem jest nie zakochać się we własnej historii.
Są marki, których historia zaczyna się od biznesplanu. Są też takie, które zaczynają się od tęsknoty za smakiem, zapachem i miejscem, którego jeszcze nie ma. Historia Batidy należy do tej drugiej kategorii.
Przeczytaj naszą historię ↓
- rok, w którym zaczęliśmy przy Nowogrodzkiej
- 1990
- pokolenia kobiet
- 3
- kawiarni i 1 pracownia
- 6
- osób w zespole
- 50
Rozdział 1 · 1990
Zapach, który zatrzymywał przechodniów.
Warszawa, 1990. Francuskie cukiernictwo, świeże croissanty i chrupiące bagietki nie są czymś, co można znaleźć na każdym rogu. Właśnie wtedy Jadwiga i Zygmunt Radziszewscy postanawiają przenieść do Warszawy kawałek Francji.
Inspiracją były rodzinne podróże. Ich jedyna córka, Jolanta, mieszkała w Belgii, więc każda wizyta oznaczała odkrywanie tamtejszej kultury jedzenia - świeże pieczywo, małe pâtisserie, zapach masła. Po jednym z wyjazdów pojawiło się proste pytanie: dlaczego nie moglibyśmy jeść tego samego w Warszawie?
Pierwsza Batida powstała przy Nowogrodzkiej. W dużych witrynach ustawiono piece, żeby przechodnie mogli patrzeć, jak powstaje pieczywo. Produkcja nie była schowana na zapleczu - była częścią doświadczenia. A najlepszą reklamą okazał się zapach. Pojawiły się kolejki.
Nie zaczynali od zera - od 1968 roku prowadzili razem dużą pracownię tekstylną. Nie znali za to świata cukiernictwa. Mieli ciekawość, determinację i przekonanie, że warto stworzyć miejsce, jakiego w Warszawie jeszcze nie było.
prawdziwa historia
W walizce podróżowała nawet czekolada.
Profesjonalnych surowców cukierniczych w Polsce prawie nie było. Jolanta przywoziła je z Belgii, tłumaczyła szkolenia belgijskiego mistrza cukiernictwa Jefa Damme i kursowała między Brukselą a Warszawą - bywało, że co dwa tygodnie. Często z kilkumiesięczną Caroline na rękach.
Rozdział 2 · Oś czasu
Rodzinny biznes rzadko jest tylko biznesem.
1968
Zanim była Batida
Jadwiga i Zygmunt Radziszewscy prowadzą razem dużą pracownię tekstylną. Wiedzą, czym jest przedsiębiorczość i odpowiedzialność za ludzi - nie znają jeszcze świata cukiernictwa.
1990
Nowogrodzka
Pierwsza Batida w samym centrum Warszawy. Piece stoją w dużych witrynach, a zapach bagietek i croissantów zatrzymuje przechodniów. Pod oknami ustawiają się kolejki.
1991
Czekolada w walizce
Na świat przychodzi Caroline - Batida jest od niej tylko rok starsza. Jolanta kursuje między Brukselą a Warszawą, czasem co dwa tygodnie, z kilkumiesięczną córką na rękach. Tłumaczy szkolenia belgijskiego mistrza Jefa Damme i przywozi surowce, których w Polsce jeszcze nie ma.
1992
Mira w cukierni
Na produkcji brakuje rąk do pracy. Mira, wtedy w dziale sprzedaży, przychodzi pomóc - i zostaje. Jej pierwszym mistrzem jest Jef Damme.
ok. 1996
Szefowa produkcji
Po około czterech latach Mira formalnie obejmuje funkcję szefa produkcji. Buduje wokół siebie zespół, który do dziś jest jednym z jej największych źródeł siły.
Caroline
ma 9 lat
Powrót do Warszawy
Po śmierci Zygmunta Jolanta, po około 25 latach w Belgii, zostawia Brukselę i swoją restaurację Ravenstein. Wraca z Caroline do Warszawy na stałe, by przejąć odpowiedzialność za rodzinną firmę. Batida staje się drugim domem Caroline.
2023
Rakowiecka
Otwieramy naszą pierwszą kawiarnię specialty. Obok espresso pojawiają się drip, aeropress i chemex, a kawa przestaje być dodatkiem do ciastka. Od teraz gra pierwsze skrzypce razem z nim.
2024
Giełdowa
Pierwsza kawiarnia otwarta po sukcesji. Koncept, wnętrze i design od początku do końca wymyśliła Caroline. Tak wygląda Batida trzeciego pokolenia.
2025
Puławska
Druga kawiarnia specialty, czyli dowód, że Rakowiecka to nie był przypadek. Otwieramy ją pod koniec września, a lato 2026 to jej pierwszy pełny sezon.
dziś
Trzy pokolenia
Jadwiga, Jolanta i Caroline - absolwentka Le Cordon Bleu w Paryżu. Sześć kawiarni, pracownia na Woli, sklep online i 50 osób, które codziennie robią to ręcznie.
Rozdział 3
Trzy pokolenia kobiet.
Nikt tego nie planował. Po prostu przez trzy pokolenia to kobiety w kluczowych momentach brały odpowiedzialność za dalszy ciąg Batidy. Najedź na zdjęcie, żeby poznać każdą z nich bliżej.
Jadwiga
Pierwsze pokolenie
Razem z mężem miała odwagę stworzyć coś, czego w Warszawie jeszcze nie było.
Od Jadwigi Mira dostała wiarę w siebie - dostrzeganie potencjału w ludziach i dawanie im przestrzeni.
Jadwiga · Pierwsze pokolenie
Jolanta
Drugie pokolenie
Budowała markę między Belgią a Polską, a potem wróciła, by przejąć pełną odpowiedzialność za rodzinną firmę.
„Jolanta nie pokazywała jej tylko cukiernictwa. Pokazywała jej świat.”
Jolanta · Drugie pokolenie
Caroline
Trzecie pokolenie
Dorastała razem z Batidą - odrabiała tu lekcje i podglądała cukierników. Dziś patrzy na markę oczami nowego pokolenia gości.
„Batida jest tylko rok starsza ode mnie.”
Caroline · Trzecie pokolenie
„Sukcesja nie polega na wręczeniu kluczy. Jej największą wartością jest możliwość kontynuowania tych samych wartości w nowym języku.”
To nie jest opowieść o prostym przekazaniu firmy z matki na córkę. To proces uczenia się od siebie i odpowiadania na pytanie, które elementy przeszłości chronić, a które mieć odwagę zmienić.
Rozdział 4
Ludzie, którzy pamiętają więcej niż niejeden firmowy dokument.
Rodzinna marka to nie tylko rodzina właścicieli. To ludzie, którzy codziennie otwierają pracownię, przygotowują desery, obsługują gości i przekazują wiedzę, której nie ma w żadnej recepturze. Wielu z nich jest z nami od lat - niektórzy od 1990 roku.
Pamiętają poprzednie lokale, produkty, których dawno nie ma w sprzedaży, i to, dlaczego dana receptura wygląda właśnie tak. Ale firma żyje też dzięki tym, którzy przychodzą później - z nowym spojrzeniem i pytaniem, którego wcześniej nikt nie zadał.
Tradycja bez nowych ludzi staje się wspomnieniem. Nowość bez szacunku dla tych, którzy budowali firmę wcześniej, traci korzenie.
Rozdział 5
Mira Bogucka. Dorastała razem z marką.
Był 1992 rok. Na produkcji zabrakło rąk do pracy, a Mira, wtedy w dziale sprzedaży, weszła tam po prostu pomóc. I została. Jej pierwszym mistrzem był Jef Damme. Z czasem objęła funkcję szefa produkcji, szkoliła się w Belgii, Francji, Paryżu i w Jordi Bordas Pastry School w Hiszpanii.
Dziś jest naszą Creative Chef. Mówi o sobie prosto: żyje po to, żeby jeść. Jej miłość do kuchni azjatyckiej widać w deserach Batidy - yuzu czy czarny sezam nie pojawiają się w nich przypadkiem. Od około 20 lat pracuje blisko z Marcinem Maliszewskim, naszym Executive Chefem, który pilnuje jakości i powtarzalności - dzięki temu ona może patrzeć kilka kroków dalej.
- pierwszy dzień w cukierni
- 1992
- pierwszy mistrz
- Jef Damme
- i czarny sezam w deserach
- yuzu
Rozdział 6 · Dziś
Tradycja nie może być wymówką, żeby się nie zmieniać.
Współczesna Batida to już nie tylko cukiernia, do której przychodzi się po tort na niedzielę. To sześć kawiarni, pracownia, sklep online i zespół 50 osób. Cukiernictwo, kawa specialty, dostawy, catering, współpraca z biznesem i najlepszymi warszawskimi hotelami.
Nie gonimy za każdą modą. Wybieramy. Obok deserów, które goście znają od lat, pojawiają się nowe monoporcje, sezonowe kolekcje i autorskie torty.
„Rozwój nie zawsze oznacza robienie więcej. Czasami oznacza robienie mniej, ale lepiej.”
„Nie wygrywa już sama nowość. Wygrywa spójność, jakość i wiarygodność.”
„Batida nie chce być muzeum własnych sukcesów.”
Rozdział 7 · Co dalej?
Naszym największym kapitałem są ludzie.
Ci, którzy byli na początku. Ci, którzy dołączyli później. Ci, którzy mieli zostać tylko na chwilę, a znaleźli swoje miejsce na kolejne dekady. I ci, którzy dopiero przyjdą.
Dziś nie trzeba już wozić czekolady w walizce. Trzeba za to umieć odnaleźć się w świecie, który zmienia się niemal codziennie - nie tracąc tego, co przez lata budowało zaufanie do marki.
Historia marki
Cofnijmy się do 1990 roku, kulinarna mapa Warszawy całkowicie różniła się od tej, którą możemy obserwować teraz. Francuska piekarnia – wtedy, o takich rarytasach, nikt nawet nie marzył. Nikt, poza Jadwigą Radziszewską, która wraz z mężem Zygmuntem, otworzyła francuską cukiernię połączoną z piekarnią w samym centrum Warszawy.
Jadwiga i Zygmunt Radziszewscy byli zafascynowani kuchnią francuską i pragnęli wprowadzić na polski rynek autentyczne, francuskie wypieki oraz pieczywo. Postanowili zrealizować swoje marzenie i otworzyć własną cukiernię, która nie tylko oferowałaby produkty najwyższej jakości, ale również przyczyniłaby się do rozwoju kultury kulinarnej w Warszawie.
Początki nie były łatwe - brakowało nie tylko doświadczenia w prowadzeniu własnego kulinarnego biznesu, ale także surowców, które były wtedy trudno dostępne w Polsce.
Nie było to pierwsze doświadczenie w biznesie Państwa Radziszewskich, od 1968 roku prowadzili razem dużą pracownię tekstylną, dlatego wierzyli, że jeśli coś robione jest z pasją - uda się.
Jadwiga i Zygmunt nie poddawali się zatem trudnościom i z determinacją dążyli do realizacji swojego celu. W końcu, po wielu miesiącach ciężkiej pracy i poszukiwań, udało im się znaleźć lokal w samym centrum miasta, który stał się siedzibą ich cukierni i piekarni. Początkowo, klienci nie byli do końca przekonani do nowego sklepu, ale szybko zaczęli przekonywać się do smaku autentycznych francuskich wypieków i pieczywa.
Gdzie i kiedy narodziła się miłość do bagietek i croissantów?
Jolanta Radziszewska, córka Jadwigi i Zygmunta, przez wiele lat mieszkała w Belgii. Rodzice często odwiedzali swoją jedyną córkę. Wyjazdy bezustannie skupiały się wokół smaków Francji. Po powrocie do Warszawy, tęsknota za smakiem i zapachami świeżo wypiekanych rogalików była tak silna, że pewnego dnia mąż Jadwigi, Zygmunt zapytał: „Dlaczego mielibyśmy nie jeść takich pyszności w Warszawie?”. Od myśli przeszli szybko do działania.
Po niedługim czasie Jadwiga i Zygmunt znaleźli idealne miejsce – lokal przy Nowogrodzkiej w Warszawie wydawał się strzałem w dziesiątkę, centralna lokalizacja miasta, okna otwarte na ulicę. Być blisko ludzi – taki był cel. Był rok 1990, w dużych oknach zostały postawione piece, aby przechodnie mogli obserwować cały proces produkcji. Zapach działał cuda, pod oknami ustawiały się olbrzymie kolejki.
Jadwiga i Zygmunt Radziszewscy mieli odwagę spełnić swoje marzenie i wprowadzić do Warszawy smaki Francji, które tak bardzo kochali. Ich pasja i determinacja sprawiły, że powstała francuska cukiernia połączona z piekarnią, która stała się kultowym miejscem w stolicy Polski.
Jolanta, jedyna córka Jadwigi i Zygmunta, pamiętała te wizyty w cukierni i piekarni swoich rodziców jako niezwykłe. Dla niej to była nie tylko przygoda smakowa, ale także emocjonalna. Była dumna, że jej rodzice tworzą coś, co sprawia radość innym ludziom.
Kiedy Jolanta zdecydowała się na stałe osiedlić w Polsce, była pełna podziwu dla rodziców. Ich odwaga i determinacja sprawiły, że udało im się wprowadzić do Polski coś nowego, coś, czego wcześniej w Warszawie nie było.
Dziś, gdy Jolanta wspomina tamte czasy, wzrusza się, myśląc o pasji i pracy, jakie jej rodzice włożyli w to, co zaczęli. Byli oni nie tylko przedsiębiorcami, ale także artystami, tworzącymi dzieła sztuki, które przynosiły radość i uśmiech na twarze ich klientów.
Historia francuskiej cukierni i piekarni Jadwigi i Zygmunta Radziszewskich to historia o spełnianiu marzeń, o pasji i pracy, ale przede wszystkim o miłości do innych ludzi i chęci dzielenia się z nimi tym, co najlepsze. To wzruszająca opowieść o rodzinie, która stworzyła coś pięknego i wyjątkowego, co przetrwało próbę czasu i ciągle przyciąga ludzi do swojego wnętrza, aby cieszyć ich zmysły i serca.
Historia Batidy to nie tylko opowieść o cukierni i piekarni, ale także o rodzinie, która z wielką pasją i miłością do smaku wypieków, stworzyła coś wyjątkowego. Córka Jadwigi i Zygmunta, Jolanta, była dla nich nie tylko ukochaną córką, ale także kojarzyła się z najsmaczniejszymi wypiekami z Francji, które poznawała podczas swojego pobytu w Belgii. Wraz z Jefem Damme, znanym mistrzem cukiernictwa, była częstym gościem w Batidzie, gdzie szkoliła pracowników i pomagała w rozwijaniu cukierni.
Jednak życie nie zawsze bywa łaskawe, a dla rodziny Radziszewskich nastąpił punkt zwrotny - Zygmunt, mąż Jadwigi, zmarł. To był trudny czas dla wszystkich, ale to także moment, który zmusił rodzinę do podjęcia ważnych decyzji. Jolanta, która przez lata mieszkała za granicą, postanowiła wrócić do Warszawy, aby pomóc swojej Mamie w prowadzeniu Batidy. To nie było łatwe zadanie, ale Jolanta poświęciła swój czas i energię, by wesprzeć rodzinny biznes. Dzięki temu Batida mogła kontynuować swoją działalność i nadal cieszyć klientów pysznymi wypiekami.
Ta historia pokazuje, że rodzinna pasja i miłość do smaku potrafią przetrwać nawet najtrudniejsze momenty. Dzięki poświęceniu i wzajemnej pomocy, Batida z powodzeniem działa po dziś dzień i cieszy się uznaniem klientów, którzy doceniają smak i tradycję.
Powrót do Warszawy nie był jednak łatwy - ta decyzja wywróciła życie Jolanty, mieszkającej już od 25 lat w Belgii, o 180 stopni. W Belgii był jej dom – tam założyła rodzinę, miała przyjaciół i pracę – w Brukseli Jolanta prowadziła doskonałą restaurację Ravenstein, która znajdowała się w najstarszym budynku miasta. Podjęła wyzwanie, postawiła wszystko na jedną kartę – zaryzykowała.
Jolanta wiedziała, że wyjazd do Polski to nie tylko zmiana kraju, ale także zupełnie nowe wyzwania zawodowe. Musiała przyzwyczaić się do zupełnie innej kultury pracy i podejścia do biznesu. Jednak z miłości do matki i zespołu pracowników Batidy, Jolanta postanowiła podjąć to wyzwanie.
Po przyjeździe do Warszawy, Jolanta zaangażowała się w firmę na 100%. Nie tylko pomagała w codziennym zarządzaniu Batidą, ale również pracowała nad rozwojem firmy. Z czasem udało jej się wprowadzić do menu nowe produkty, które od razu zyskały uznanie klientów. Wprowadziła także nowoczesne rozwiązania, takie jak zamówienia online i płatności bezgotówkowe.
Dzięki determinacji i pracy całej rodziny oraz zespołu pracowników, Batida stała się jedną z najbardziej znanych cukierni w Warszawie. Jej produkty są doceniane przez klientów nie tylko za wyjątkowy smak, ale także za jakość i tradycję. Dzięki temu Jolanta i Jadwiga mogą być dumne z tego, co udało im się osiągnąć.
Batida jest tylko rok starsza od Caroline
Caroline, córka Jolanty, przyjechała z Mamą do Warszawy, gdy miała 9 lat. Nie wiedziała, jak wygląda polska szkoła, urodziła się w Belgii. Mama zapisała ją do francuskiej szkoły na Saskiej Kępie. Batida jest tylko rok starsza od Caroline. Wszystkie święta, które pamięta Caroline, obchodziła w Batidzie, z całym kompletem jej zapachów, smaków oraz ludzi.
Koledzy i koleżanki w szkole nie wyobrażali sobie szkolnych uroczystości bez tortów, które z Batidy przynosiła Caroline. Zaraz po lekcjach, zamiast do domu, biegła do cukierni – tutaj był jej drugi dom. To właśnie w Batidzie Caroline odrabiała lekcje, jednocześnie podglądając cukierników i zerkając, jak przygotowuje się torty – tak zaczęła się jej wielka miłość do cukiernictwa.
Dziś Caroline jest Vice Prezesem firmy, która jest zarządzana przez jej mamę, Jolantę. Razem zespołowo pracują nad rozwojem Batidy, aby utrzymać jej pozycję lidera na rynku cukierniczym oraz kontynuować tradycję wysokiej jakości produktów, za którą firma jest znana od lat.
"Rodzina to siła umożliwiająca podbój świata."
Firma Batida to przede wszystkim historia pasji i ciężkiej pracy. Caroline, dzisiejsza Vice Prezes Batidy, jest absolwentką jednej z najbardziej prestiżowych szkół kulinarnych na świecie - Le Cordon Bleu w Paryżu. Ukończenie choćby kursu gotowania czy cukiernictwa w tej szkole jest marzeniem wielu profesjonalistów z branży kulinarnej.
Jednak historia Caroline i Batidy sięga dalej niż tylko szkoły kulinarnej. Wielu pracowników firmy pamięta Caroline jako małą dziewczynkę, która bawiła się na firmowych imprezach. Dziś jest dla nich autorytetem, który dzięki swojej pracowitości i skromności osiągnął wiele sukcesów.
Dlatego można powiedzieć, że Batida to firma z kobiecym wyczuciem smaku, pasją i ambicją, która dba o każdy detal. Firma, która opiera swoją działalność na ciągłym rozwoju, ale także na zapewnieniu jak najlepszych warunków pracy dla swoich pracowników- wielu z nich pracuje w Batidzie od 1990 roku po dziś dzień.
Pisali o nas


